Drzazga

W dzisiejszym sterylnym świecie nie ma miejsca na bałagan. Chcemy wyczyścić świat i postawić wyraźne granice. Rzeczy, który nie działają, natychmiast wyrzucamy, zastępując je nowymi. Wszystko powinno być idealne, każdy powinien być szczęśliwy. Mroczne strefy przenosimy w nieświadomość i udajemy, że nie istnieją. A jednak czasami coś uwiera.

Przez prawie rok jeździłam do małej wsi na końcu Polski. Odwiedzałam dom, który powinien zawalić się dawno temu. Ludzie, którzy tam mieszkali, jakby chcieli zaprzeczyć temu, że tylko porządek może funkcjonować. Stworzyli wokół siebie świat, który wyglądał jak magazyn przedmiotów wypełniających przestrzeń niezależnie od tego, czy działają, czy nie. Rzeczy traciły swe znaczenie i tworzyły nawarstwiające się tło. Za każdym razem, gdy tam byłam, zmieniały swoje miejsce, a ludzie, którzy tam żyli, wciąż próbowali uporządkować ten chaos. Świat na końcu Polski wydawał się dziwny, a jednocześnie pociągający. Chciałam wierzyć, że ta sterta nigdy się nie zawali. A jednak bałagan okazał się niemożliwy do okiełznania. Wszystko zaczęło pękać, a może istniało jak zawsze – płynąc w swoim zwyczajnym nieuporządkowaniu.